No i po urodzinach, znowu rok starsza jestem... to już chyba z 18 będzie :P Wszystkim pamiętajacym bardzo dziękuję za życzenia - jesteście suuuuuuuuper! Dostałam różne śliczne prezenty, było fajne party - tort wysokości Skyscraper'a. Na kolację podałam: nogę indyczą w całkości, ze sosem, kartofelki z masłem i szczypiorkiem oraz kapustkę z grzybami ( miałam zamrożoną od świąt - nie chciało mi się kombinować ).
Wczoraj byliśmy z Bambolkiem na sankach z górki pozjeżdżać. Było w plusie i Olo po półgodzinie nadawał się już tylko do wykręcania - cały mokry! Pocykałam parę fotek moim nowym "lusterkiem" to zaraz wrzucę. Są średnie, bo słońca zero. Czekam na to słońce już ze dwa tygodnie, co by pofocić, ale niełaskawe wyleźć.
Poniedziałek był dla mnie dniem wyjątkowo pechowym. Najpierw zaspałam - co mi się w ogóle nie zdarza, bo ja pierwsza wstaję, a ostatnia się kładę. Ale Sz. P. Małżonek szedł na badania i to naczczo, więc nie musiałam wstawać kawki, śniadanka robić. Pogoniłam go z wyra i przyłożyłam się jeszcze na kwadransik do legowiska. Wstałam spokojnie se za dwadzieścia i poszłam się myć. Wtenczas zadzwoniła pani Hr., że któś przylezie i co by otworzyć. No tóż się w końcu otrząsnęłam i otrzepałam z majaki i dotarło do mojego zaćmionego mózgu, że jest za dziesięć, ale ósma. Olo jeszcze spał, w ogóle my w powijakach. W końcu z pół godzinnym poślizgiem dotarłam na komnaty. No a potem było tylko gorzej. Np. musiałam pani Hr. od pana Hr. przekazać niemiłą w treści wiadomość - a jak wiadomo posłańców złych wieści należy ze skały spychać.. No to już trochę wiem, jak to jest :] Ale, ale! Najlepsze na koniec. Jak to w poniedziałek udaliśmy się na kurs. Olo do sąsiadki, z kistą pociągów i szyn. Tasza z książkami, torebka, szalik, młodego ze śniegu wytargiwać - taki młyn - no i skutki niezłe!Otóż wracamy do chaty, a ja klucza nie mam. Oszczędzę opisu szczegółów poszykiwań, stresu Małżonka etc. Chodzi o to, że zgubiłam klucz nie tylko od mieszkania naszego, ale i od auta, i od Głównych Drzwi na zamek! Znalazł się bardzo prędko, jak poszłam Ola odebrać od sąsiadki - klucze były u nich, pan Hr. przywiózł... znalazł w drzwiach wyjściowych... Straszny łoś ze mnie:] Konsekwencji żadnych nie było - stary chyba przyzwyczajony do takich wyskoków - ostatecznie jego żona wiecznie mu robi podobne numery...
Na tym się mój pech skończył i mam nadzieje, już nie wróci.
A w trakcie weekendu zrobiliśmy nową podłoge w łazience i parę innych drobnostek. Mój małżonek śmiał się na przykład, jak można sie tak ubrudzić, jak ja, malując jeden mały kaloryfer i szafeczkę... Widać mam talent. Łazienka prezentuje się o wiele lepiej.
Dziśka na obiad była pyszna zupka szparagowa na beszamelu - wrzucę przepis jak mnie natchnie. Małżonkowi smakowała - a to najostrzejszy mój krytyk:)
Slide1.JPG
Zdjęcia są w linkach, tak lepiej, bo się całe mieszczą :)







piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 4 545 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Co tam słychać u Oluśka:) Co tam słychać u mnie w kuchni:) Co tam ciekawego czytam:)O moim hobby - porcelana i starocie:)---------------